Kosmici z Emilcina mogli pochodzić z naszego Układu Słonecznego

Tajemnice
Powiedz o tym znajomym

Jest maj 1978, 71-letni rolnik ze wsi Emilcin, Jan Wolski wraca z pola. Jedzie wozem, prowadzonym przez młodą kobyłę. Podążają w kierunku domu. Kobyła wóz ciągnie wolno, więc Wolski postanawia pojechać skrótem przez las. Po kilku minutach podróży polną dróżką, rolnik zauważa dwie niewielkie postacie. W pierwszej chwili myśli, że to harcerze albo myśliwi. Zauważają pana Jana i zwalniają, aby ten mógł ich dogonić.

Kiedy furmanka dogania nieznajomych, otaczają ją z dwóch stron i wskakują. Wolski odwraca się ukradkiem, by obejrzeć kto zagościł na wozie. Postacie są małe, około metr pięćdziesiąt wzrostu, oczy czarne, skośne ku górze, jak u Chińczyków, policzki wystające. Ubrani w czarne kombinezony z garbem na plecach, z widocznymi tylko rękoma i twarzami, które są… zielone.

Wygląd obcych z Emilcina – klatka z komiksu autorstwa G. Rosińskiego.

Tak rozpoczyna się jedno z najbardziej wiarygodnych spotkań z przedstawicielami pozaziemskiej cywilizacji.

Między zielonymi palcami przybyszów, Wolski zauważa błony. Wie już, że nie ma do czynienia z ludźmi, boi się odwrócić, choć wie, że nie mają złych zamiarów. Słyszy rozmowę nieznajomych, wydają dziwne, niezrozumiałe dźwięki.

Podjeżdżają do polany. Kilka metrów nad ziemią wisi niespotykany pojazd, który rolnik nazywa autobusem. Statek kosmiczny porusza się lekko, wydaje delikatny dźwięk. Kosmici cały czas obserwują rolnika, ten nie ma odwagi spojrzeć na nich. Nagle wskazują ręką, by Wolski zatrzymał konia. Do pojazdu obcych jest zaledwie dwadzieścia metrów.

Jeden z nich prosi Ziemianina by zszedł z wozu i podążył za nimi. Podchodzą do małej windy, która zwisa pod statkiem. Pan Wolski i jeden z obcych wchodzą na nią. Winda unosi się i po chwili są w pojeździe. Pan Jan zauważa dwóch nowych osobników, jeden z nich trzyma w ręku dwa małe talerzyki. Pomieszczenie jest ciemne, puste, odlane jakby z plastiku. Przy ścianach wiszą niewielkie ławeczki, panuje cisza. Światło wpada do środka przez otwarte drzwi, zwinięte niczym papierowy rulon.

Kosmici polecają rolnikowi rozebrać się. Wolski jest nagi, obcy oglądają ubranie rolnika i uwagę ich przykuwa klamra od paska. Są wyraźnie zdziwieni jej mechanizmem, bawią się i próbują zapinać.

Przybysz trzymający talerzyki uruchamia je. Rozpoczyna się badanie, Ziemianin obraca się, kosmici podnoszą jego rękę. Talerzyki wydają dźwięk, który przypomina ten z aparatu, wygląda jakby obcy robili zdjęcia z każdej strony Wolskiego. Po badaniu nakazują rolnikowi się ubrać, a sami zaczynają jeść coś, co przypomina sopel lodu, lecz kruszy się jak ciasto. Częstują Ziemianina, ale ten odmawia.

W trakcie ubierania, rolnik rozgląda się. Widzi około 10 kruków, leżących w rogu, żywych, sparaliżowanych. Jeden z kosmitów ma w ręku pałeczkę, wkłada ją do otworu w ścianie, coś reguluje. Wolski się ubrał, obcy pokazują, że jest już wolny. Wsiada do windy, zjeżdża na dół. Rolnik kłania się nisko, kosmici odpowiadają tym samym. Po ilości zjedzonej przez kobyłę trawy, pan Jan stwierdza, że był na górze około 10 minut. Wsiada na wóz, jedzie do domu.

Co to była za cywilizacja?

Na podstawie rysopisu przedstawionego przez pana Jana Wolskiego, wykonano rysunki, przedstawiające wygląd kosmicznych gości. Ze słów jego, które odnaleźć można w wielu wywiadach, da się wywnioskować jednak o wiele więcej rzeczy o cywilizacji, której był gościem.

Zacznijmy od koloru skóry. Dlaczego zielona? Jak wiadomo proces ewolucyjny pozostawia te elementy organizmów, które dają im przewagę w trakcie naturalnej selekcji. Zielona skóra może dawać przewagę w starciach z drapieżnikami, stanowi swoisty kamuflaż, ale tylko dla tych gatunków, które opierają swoją strategię obronną na ukrywaniu się. Oznacza to, że kosmici z Emilcina nie byli drapieżnikami. Reszta ich budowy też na to wskazuje.

Garb na plecach, błona między palcami, kombinezon rozszerzony w niektórych miejscach, w innych zaś przylegający ściśle do ciała, opływowy, bez jakichkolwiek łączeń. Stopy nieco większe od ludzkich, zostawiające prostokątne ślady, odnalezione potem przez synów Jana Wolskiego. Garb ów to prawdopodobnie płetwa grzbietowa, ukryta pod kombinezonem, a powodem rozszerzenia materiału są zapewne inne błony lub płetwy wyrastające z ciał zielonych istot. Pan Jan mówił, że kombinezony były poszerzone od kolan do pasa, to właśnie w tych okolicach umiejscowione muszą być płetwy lub błony. Prostokątne ślady stóp, większych nieco od stóp ludzkich, w połączeniu z niskim wzrostem kosmitów (około 1.5 metra), sugerują płetwiaste stopy.

Zobacz:  Sekrety Egipskich Piramid

Taka budowa ciała wskazuje, że istoty te muszą zamieszkiwać środowisko wodne. Z drugiej jednak strony, poruszają się w postawie pionowej, chodzić umieją, nozdrza wyglądają na ludzkie (lekkie zgrubienie nad nosem – według relacji Wolskiego). Prawdopodobnie więc są to organizmy wodno-lądowe. Istoty stricte wodne nie wykształciły by prawdopodobnie dłoni z kciukami (a z doniesień Wolskiego wnioskować można, że kosmici je posiadają i chwytać potrafią). Bez kciuków i odpowiednich dłoni trudno byłoby wytworzyć narzędzia, rozwinąć inteligencję. Również środowisko czysto wodne nie sprzyjałoby prawdopodobnie rozwojowi inteligencji i technologii.

Na koneksje z wodą wskazuje także fascynacja istot klamrą od paska. Wynika z tego, że sami nie posiadają takich elementów w ubiorze. Może używają ubrań tylko w trakcie podróży kosmicznych, a może również na własnej planecie, tego nie sposób stwierdzić, jednak z ich zachowania wynika, że używane kostiumy są jednoczęściowe i opływowe.

Skośne oczy kosmitów, przemawiają za trudnym środowiskiem, prawdopodobnie wietrznym i/lub mocno nasłonecznionym. Możliwe jest też, że środowisko ich jest całkiem podobne do naszego, a skośne oczy są konsekwencją spędzania dużej ilości czasu w wodzie, gdzie ilość światła jest mała, więc po wynurzeniu na powierzchnię normalne światło wydaje się jaśniejsze. Trudno tu jednoznacznie stwierdzić przyczynę, można jednak śmiało powiedzieć, że skośne oczy mają za zadanie chronić wzrok.

Pod wodą jest raczej ciemno, zwłaszcza głęboko. Pojazd kosmitów w środku był nieoświetlony, możliwe więc, że wzrok nie jest głównym zmysłem, na którym się opierają, w wodzie byłby zbyt zawodny. Spodziewać można by się, że istoty wodno-lądowe, nie spędzają zbyt dużej ilości czasu w głębinach wodnych, a raczej niezbyt daleko od powierzchni wody, gdzie światło dochodzi. Może tak jest i w tym przypadku, a brak światła wynika z czego innego, na przykład z grubej atmosfery, blokującej promienie lub z tafli lodowych, pokrywających oceany.

Technologia zielonej cywilizacji

W tej sytuacji możliwym jest, że obcy posługują się głównie falami dźwiękowymi, których rozchodzenie w wodzie jest ułatwione. Nieoświetlony pojazd plus brak jakichkolwiek ekranów w środku, potwierdza tę tezę. W ścianach były dziurki, w które jeden z obcych wsadzał pałeczkę, jak gdyby coś regulując. Można by sobie wyobrazić, że w ten właśnie sposób da się zarządzać urządzeniami opartymi o technologię fal dźwiękowych. Trudno potwierdzić tę teorię, ale posiadane informacje przemawiają za tym, że bodźce wizualne nie odgrywają aż tak istotnej roli u zielonych, jak u nas.

Urządzenie złożone z dwóch talerzyków, prawdopodobnie aparat fotograficzny, pozbawione było przycisków (pan Wolski nie był tego pewien, ale gdyby te przyciski były, zapewne zauważyłby je). Być może urządzenie przekazywało informacje do kosmity za pomocą wibracji lub fal dźwiękowych, niesłyszalnych dla ludzi. W grę mogą wchodzić też innego rodzaju fale elektromagnetyczne, w paśmie niewidzialnym dla naszych oczu. Aby użyć aparatu, kosmita rozchylał talerzyki.

Rekonstrukcja statku zielonej cywilizacji z filmu o Janie Wolskim.

Pojazd obcych robił wrażenie skonstruowanego w taki sposób, by ważył jak najmniej. Cienki materiał ścian, twardy, przypominający plastik, a jednocześnie elastyczny, z drzwiami zwiniętymi w rulon. Dach spadzisty, być może na wypadek deszczu, co sugeruje, że materiał był na tyle cienki i elastyczny, że duża ilość wody mogłaby go zdeformować i obciążyć. W środku płaski sufit, na wysokości około 1.8 metra. Mechaniczne elementy, jak gdyby śruby, kręciły się zapewniając ciąg do lewitacji.

Zobacz:  Stefan Ossowiecki - jak on to robił?

Podwieszona na linach winda, a w środku skonstruowane w podobny sposób ławeczki, to prawdopodobnie konsekwencja oszczędzania wagi pojazdu. Pamiętajmy, że musiał on w pewnym momencie udźwignąć czterech kosmitów i jednego Ziemianina. Pojazd ten zdecydowanie nie wygląda na taki, którym można by odbyć podróż międzyplanetarną. Wniosek z tego, że był to tylko statek, którym przemieszczano się po planecie, natomiast próżnię kosmiczną zieloni goście przebyć musieli w innym statku.

Opisany pojazd nie robi wrażenia bardzo zaawansowanego, kiedy porówna się go z opisami innych rzekomych statków kosmicznych, odwiedzających naszą planetę. Konieczność drastycznej optymalizacji wagi pojazdu, wynikała raczej z konieczności niż z upodobań zielonej cywilizacji. Tak przygotowany statek kosmiczny, ubogi w osłony, sprawiał wrażenie niezbyt bezpiecznego i rzucającego się w oczy. Podróżując taką maszyną, goście mogli być narażeni na ataki ze strony ziemian. Winda mechaniczna uniemożliwiała również szybkie dostanie się do statku, w razie niespodziewanych problemów.

Przypomina mi to nieco Ziemian podróżujących na Księżyc w roku 1969 (o ile ta podróż w ogóle miała miejsce). Z trudem stworzona technologia, stanowiąca szczyt możliwości cywilizacji, astronauci ryzykujący życie, dla których każdy krok, może być ich ostatnim. Jeśli tak było w istocie, a podróż na Ziemię wymagała od zielonych kosmitów dużego wysiłku i planowania, to należy sobie zadać pytanie, czy oby na pewno byli to goście z innego układu gwiezdnego? Czy przypadkiem nie zamieszkują naszego Układu Słonecznego?

Znanych nam ciał niebieskich, pasujących do domniemanego środowiska zielonych kosmitów, w naszym układzie planetarnym znajdzie się kilka. Przede wszystkim pod uwagę brać należy księżyc Jowisza, Europę oraz księżyc Saturna, Enceladus. Oba ciała niebieskie podejrzewane są o istnienie pokładów wody pod lodową powierzchnią. Możliwym jest, że pod powierzchnią tą istnieje też pewna bańka powietrzna, a kry lodowe zastępują atmosferę, chroniąc środowisko wewnętrzne. W tym momencie nie jesteśmy w stanie teorii tej zweryfikować, ale jest to jest to możliwe.

Europa, księżyc Jowisza.

Zieloni kosmici z Emilcina mogli pochodzić z Układu Słonecznego.

Cel ich wizyty

Wizyta kosmitów była dobrze zaplanowana. Musieli nas obserwować, nim podjęli próbę kontaktu. Można to stwierdzić na podstawie tego, że rozumieli gesty Jana Wolskiego. Kiedy zaproponowali mu jedzenie, ten odmówił kiwając głową, kiedy ukłonił się na pożegnanie, odpowiedzieli tym samym. Znali wszystkie gesty potrzebne do komunikacji z Wolskim (prośba o zatrzymanie konia, prośba o wejście na pokład, prośba o rozebranie góry i dołu). Wyglądało to jakby się wyuczyli. Wolski zastanawiał się później, jakim sposobem oni mogli znać nasze gesty pokazujące co ma robić. Potrafili nawet rozpiąć guziki w jego ubraniu, wiedzieli, że ich jedzenie mu nie zaszkodzi. Być może wybrali Wolskiego na obiekt badawczy dużo wcześniej. Potrzebowali miejsca odosobnionego i człowieka, który w samotności zapuszcza się w rejony dalekie od innych istot. Jednocześnie potrzebowali człowieka spokojnego, nieagresywnego, o względnie dużym poziomie spokoju.

Kontakt z przedstawicielem obcej cywilizacji mógł być groźny dla obu stron. Człowiek czujący zagrożenie, byłby w stanie rzucić się na kosmitów, narażając zarówno ich, jak i siebie. Prawdopodobnie musieliby się bronić, ogłuszyć go lub nawet zabić. Zniweczyłoby to ich badania oraz stało w sprzeczności z ich pokojowym usposobieniem.

Kosmitów było czterech, prawdopodobnie podzielili się na dwie grupy. Zadaniem pierwszej grupy było schwytanie kruków, zadaniem drugiej sprowadzenie do statku Wolskiego i przebadanie go. O podziale obowiązków w ten sposób, świadczyć może fakt, że w momencie przybycia do statku Wolskiego, dwóch kosmitów znajdowało się w nim, a wraz z nimi schwytane ptactwo. Drugą wskazówką jest to, że ten sam osobnik, który wprowadził pana Jana do statku, badał go potem za pomocą talerzyków. Mógł to przecież zrobić któryś z pozostałych, tymczasem oni tylko patrzyli.

Drugi kosmita z grupy badającej Wolskiego pozostał na dole i podszedł do kobyły oraz do wozu, oglądał coś, być może to było jego zadanie. Po chwili wrócił na pokład. Jan Wolski powiedział, że podczas badania jeden z kosmitów „rękę mi wyciągnął z tych co był przy mnie”. Oznacza to, że rękę jego rękę podniósł jeden z tych kosmitów, którzy wcześniej jechali z nim na wozie. W wywiadzie z Witoldem Wawrzonkiem, pan Jan powiedział, że talerzyki obsługiwał ten, z którym wjechał windą, a zatem rękę podnosił ten, który właśnie dojechał windą, zbadawszy wcześniej wóz i kobyłę. Potwierdza to podział na dwie grupy zadaniowe.

Zobacz:  Sekrety Egipskich Piramid

Nie wiadomo czy kruki łapane były w czasie, gdy kosmici jechali wozem, czy też wcześniej. Jeśli schwytali je w tym samym czasie, oznaczałoby to, że kosmici wykonywali misje jednocześnie, aby oszczędzić czas i uniknąć wykrycia. To mogła być jedna z pierwszym załogowych misji na naszą planetę wykonana przez tę cywilizację.

Dlaczego się nie ujawnili?

Dlaczego zielona cywilizacja nie oznajmiła światu swego istnienia? Aby odpowiedzieć na to pytanie, załóżmy, ze rzeczywiście pochodzą z naszego układu. Musieli więc obserwować nas przez wiele lat za pomocą bezzałogowych sond. Jeśli robili to od początków XX wieku, to co zobaczyli? I Wojna Światowa, II Wojna Światowa, Hiroszima, Nagasaki, ludzie paleni żywcem, niezliczone morderstwa, gwałty, wojny, wreszcie politycy nie kierujący się dobrem społeczeństwa, a własnym. Każda inteligentna istota będzie trzymała się od zgrai takich brutalnych bestii jak my z daleka.

Nie tylko sami nam się nie przedstawią, ale zrobią wszystko, byśmy się o nich nie dowiedzieli, póki nie staniemy się cywilizacją pokojową. Krótko mówiąc, póki nie uporządkujemy tego bajzlu, jaki tutaj mamy.

Wiarygodność relacji

Jan Wolski – klatka z filmu o jego historii.

Jan Wolski robi wrażenie swoją prostodusznością i spokojem. Sąsiedzi ze wsi wypowiadali się o nim bardzo pozytywnie. Nie pił alkoholu, był człowiekiem bardzo ułożonym. Nie miał również najmniejszego interesu w okłamywaniu kogokolwiek, stałoby to zresztą w sprzeczności z dobrocią, jaka płynęła z tego człowieka i z jego słów.

Sąsiedzi widzieli ślady, zarówno pojazdu jak i istot, które nim przybyły. Dzieci sąsiadów zaobserwowały nawet sam obiekt latający, potwierdzając słowa pana Jana.

Tak jak opisałem w poprzednich paragrafach, poszczególne elementy opowiadanej przez pana Wolskiego historii spotkania z obcymi, są spójne. Zarówno rysopis kosmitów, jak i technologia, wzajemnie się zazębiają i pozwalają postawić solidne tezy, na temat środowiska z jakiego cywilizacja ta pochodzi, ich technologii, a także na temat sposobu ich działania i celu wizyty. W przypadku kłamstwa, detale te mogłyby się w pewnym chociaż stopniu wykluczać i przeczyć sobie, prowadząc do wielu rozbieżnych, wzajemnie się wykluczających, wniosków. Nie ma to tutaj miejsca.

Podsumowanie

Czy przedstawione tu teorie są prawdziwe? Tego póki co nie zweryfikujemy. Powiedzieć można z całą pewnością, że spotkanie w Emilcinie to jedno z najbardziej wiarygodnych spotkań z istotami pozaziemskimi o jakich nam wiadomo. Czy rzeczywiście miało miejsce? Najprawdopodobniej tak.

Ważne informacje

Już po publikacji tego artykułu, dowiedziałem się, że istnieją solidne poszlaki, jakoby spotkanie w Emilcinie było mistyfikacją (o której nie wiedział nawet sam Wolski), w tej chwili nie jestem w stanie się na ten temat wypowiadać z braku wiedzy, zainteresowanych odsyłam tutaj: https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/ufo-ladowalo-w-polsce-prawda-wyszla-na-jaw-po-35-latach-wywiad/wbnqwb. Okazuje się jednak, że nie musi to być prawdą. Tutaj odpowiedź rodziny jednego z ufologów, oskarżanych o mistyfikację, którzy zaprzeczają doniesieniom o mistyfikacji: https://www.youtube.com/watch?v=G7wNLbeQ2gk

Z dalszych informacji wynika też, że niektóre fakty zostały celowo zakłamane i stanowić miały pułapkę na oszustów, którzy w późniejszym czasie zgłaszali się do ufologów z doniesieniami odnośnie kosmitów. Wedle tych doniesień obcy wcale nie mieli błon pomiędzy palcami. Ufolodzy zakłamali historię, niby w szczytnym celu, ale jednak. Poprosili nawet samego Wolskiego, by powtarzał te nieprawdziwe informacje, co podważa jego wiarygodność. Więcej o tym: http://www.emilcin.com/artykuly,2328,istoty-ktore-spotkal-jan-wolski-wygladaly8230-troche-inaczej.html

Materiały dodatkowe
Filmy i wywiad spotkaniu w Emilcinie: https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3533,mamy-wszystkie-filmy-dokumentalne-o-historii-z-emilcina–czas.html
Komiks: https://www.nautilus.org.pl/galerie,28,1-emilcin-komiks-grzegorza-rosinskiego-z-pisma-relax.html
Wywiad z Janem Wolskim: http://bc.wimbp.lodz.pl/dlibra/docmetadata?id=66517&from=&dirids=1&ver_id=&lp=2

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.